Nie stworzyłem BRANDOS Hair po to, by otworzyć kolejny salon fryzjerski.
Historia marki, która narodziła się z potrzeby dbania o innych, szacunku do rodzinnych korzeni i przekonania, że piękno zaczyna się od zrozumienia.
Piotr Brandos | Założyciel BRANDOS Hair
Wszystko zaczęło się od kobiety, która zapominała o sobie
Kiedy dzisiaj zastanawiam się, skąd wzięło się moje zainteresowanie branżą beauty, myślami wracam do wczesnych lat nastoletnich. I do jednej, szczególnie ważnej dla mnie osoby — mojej mamy.
Wychowywałem się, obserwując kobietę, która niemal całe swoje życie podporządkowała rodzinie. Wychowaniu trójki dzieci, prowadzeniu domu, pielęgnowaniu ogromnego ogrodu i codziennym obowiązkom, które właściwie nigdy się nie kończyły.
Jej życie nie zawsze było łatwe. Również małżeństwa nie były usłane różami.
Jako młody chłopak widziałem przede wszystkim ogromne poświęcenie. Kobietę, która tak wiele dawała innym, a sama nie zawsze miała możliwość doświadczać tego, na co zasługiwała.
To właśnie wtedy zrodziło się we mnie pragnienie, żeby kiedyś móc jej to wynagrodzić. Dać jej coś, czego być może zabrakło w jej młodości — czas dla siebie, troskę, poczucie bycia ważną i piękną.
Nie wiedziałem jeszcze, jak będzie wyglądała moja droga zawodowa. Wiedziałem jednak, że chcę pracować w świecie beauty. Chciałem upiększać kobiety, dbać o nie, sprawiać, żeby czuły się dobrze same ze sobą.
Co ciekawe, na początku wcale nie chodziło konkretnie o włosy.
Chodziło o człowieka. O emocje. O ten szczególny moment, kiedy kobieta może choć na chwilę przestać troszczyć się o wszystkich dookoła i pozwolić, żeby ktoś zatroszczył się o nią.
Dziś, po latach, dostrzegam, jak bardzo tamte obserwacje wpłynęły na filozofię BRANDOS Hair.
Rok 2018. Decyzja, która zmieniła kierunek mojego życia
W 2018 roku podjąłem decyzję, że zostanę fryzjerem.
Nie chciałem jednak rozpoczynać tej drogi przypadkowo. Od samego początku miałem świadomość, że jeśli zamierzam pracować z ludźmi i odpowiadać za ich wygląd, potrzebuję solidnych fundamentów.
Postawiłem więc na intensywną edukację.
Przez około półtora roku moje życie w dużej mierze podporządkowane było szkoleniom, warsztatom i zdobywaniu praktycznych umiejętności.
Zdarzało się, że po całym tygodniu nauki wracałem do domu jedynie po to, żeby zmienić garderobę, przepakować walizkę i wyjechać na kolejny tygodniowy warsztat.
Miałem możliwość uczyć się pod okiem edukatorów światowej klasy, poznawać różne techniki, metody pracy i spojrzenia na współczesne fryzjerstwo.
To był intensywny okres, który nie tylko nauczył mnie zawodu, ale przede wszystkim ukształtował sposób myślenia.
Zrozumiałem, że fryzjerstwo nie musi ograniczać się do odtwarzania schematów. Jest dziedziną, w której kreatywność powinna iść w parze z wiedzą, technologią i odpowiedzialnością.
To właśnie w tym czasie moja wcześniejsza fascynacja światem beauty zaczęła przeradzać się w prawdziwe zamiłowanie do włosów.
Rok 2020. Własny salon w najtrudniejszym możliwym momencie
W 2020 roku otworzyłem własny salon.
Z perspektywy czasu trudno wyobrazić sobie mniej przewidywalny moment na rozpoczęcie działalności. Świat mierzył się z pandemią, niepewnością i ograniczeniami, które dotknęły również branżę beauty.
A jednak zdecydowałem się zrobić ten krok.
Pierwszy salon powstał pod nazwą ManufaQtura Fryzur — Brandos Piotr.
Nazwa nie była przypadkowa. Manufaktura kojarzyła mi się z rękodziełem, rzemiosłem, starannością i pracą, w której liczy się każdy detal.
Tak właśnie postrzegałem fryzjerstwo.
Nie jako produkcję kolejnych fryzur, ale jako rzemiosło wymagające precyzji, cierpliwości, indywidualnego podejścia i nieustannego doskonalenia umiejętności.
Jednak samo otwarcie salonu było dopiero początkiem wyzwań.
Najtrudniejszym zadaniem okazało się zdobycie zaufania lokalnej społeczności.
Przychodziłem z podejściem, które nie zawsze odpowiadało temu, do czego część klientów była przyzwyczajona. Chciałem poświęcać więcej czasu na konsultacje, świadomie planować koloryzacje i otwarcie mówić o ograniczeniach wynikających z kondycji włosów.
Nie wszyscy od początku to rozumieli.
I nie wszyscy rozumieją to dzisiaj.
Czasem największym dowodem profesjonalizmu jest powiedzieć „nie”
Jest jedna zasada, której nie zamierzam zmieniać, niezależnie od tego, jak będzie rozwijała się nasza marka.
Nie wykonujemy zabiegów, które mogą niepotrzebnie narazić włosy na poważne uszkodzenia.
Zdarza się, że klientka przychodzi z konkretnym marzeniem. Pokazuje zdjęcie pięknego, chłodnego blondu, często znalezione na TikToku lub Instagramie, i chciałaby osiągnąć taki efekt podczas jednej wizyty.
Rozumiem te oczekiwania.
Ale wiem również, że za efektowną metamorfozą stoją procesy chemiczne, struktura włosa, jego historia i aktualna kondycja.
Nie każde włosy są gotowe na rozjaśnianie. Nie każda zmiana jest możliwa w ciągu kilku godzin.
Zdarzało mi się wielokrotnie odmawiać wykonania usługi.
Niekiedy pod presją ważnego wydarzenia, ślubu czy uroczystości, na którą wymarzona fryzura miała być gotowa już następnego dnia.
Niektórzy mogą pomyśleć, że odmowa wynika z braku umiejętności.
Przyjmuję to ze spokojem.
Nie jestem w stanie przekonać wszystkich, ale nie zamierzam ryzykować kondycją czyichś włosów tylko po to, żeby za wszelką cenę wykonać usługę.
Co ważne, ta zasada dotyczy również mojego zespołu.
Każda osoba pracująca w BRANDOS Hair ma prawo odmówić zabiegu, jeśli oceni, że ryzyko jest zbyt duże.
Często proponujemy wtedy inny plan działania — zabiegi pielęgnacyjne, zmianę techniki, łagodniejszy efekt lub rozłożenie metamorfozy na kilka wizyt.
Z mojego doświadczenia wynika, że zdecydowana większość klientek, około dziewięć na dziesięć, przyjmuje takie rozwiązanie.
A do wymarzonego efektu wracamy wtedy, kiedy kondycja włosów rzeczywiście na to pozwala.
I właśnie z tego jestem dumny.
Narodziny BRANDOS Hair. Nazwisko, które ma dla mnie szczególne znaczenie
Z czasem zauważyłem, że na rynku pojawia się coraz więcej salonów wykorzystujących nazwy nawiązujące do manufaktury fryzur.
Z punktu widzenia budowania rozpoznawalnej marki nie był to kierunek, w którym chciałem pozostać.
Zdecydowałem się więc na rebranding i stworzenie tożsamości, która będzie naprawdę moja.
Tak narodziła się marka BRANDOS Hair.
Wybór nazwiska miał jednak znacznie głębsze znaczenie niż tylko kwestie marketingowe.
Jako dziecko miałem swojego fryzjera.
Był nim mój dziadek, którego dziś nie ma już z nami.
To wspomnienie odegrało bardzo ważną rolę w decyzji o nazwaniu salonu własnym nazwiskiem.
Chciałem w ten sposób uhonorować jego pamięć i nadać marce coś osobistego — historię, rodzinny wymiar i poczucie ciągłości.
BRANDOS nie jest więc dla mnie jedynie nazwą firmy.
To również zobowiązanie.
Pod własnym nazwiskiem odpowiadam za standard pracy, decyzje, jakość oferowanych usług i kierunek, w którym rozwijamy salon.
Rebranding stał się jednocześnie momentem, w którym jeszcze wyraźniej określiłem naszą filozofię.
Postawiłem na jakość usług, profesjonalne produkty, indywidualne podejście i troskę o kondycję włosów.
A także na coś, co z czasem zaczęło odgrywać w moim sposobie myślenia coraz większą rolę — holistyczne spojrzenie na fryzjerstwo.
Włosy nie istnieją w oderwaniu od człowieka
Praca z klientami uświadomiła mi, jak rozległą i wielowymiarową dziedziną jest współczesne fryzjerstwo.
Coraz częściej spotykam osoby, które mierzą się nie tylko z problemami dotyczącymi koloryzacji czy uszkodzonej struktury włosa, ale również z nadmiernym wypadaniem, zmianami na skórze głowy czy pogorszeniem ogólnej kondycji włosów.
Takie problemy nie zawsze mają źródło w niewłaściwej pielęgnacji.
Niekiedy znaczenie mają dieta, niedobory składników odżywczych, stres, zaburzenia hormonalne, choroby skóry lub inne kwestie zdrowotne.
To właśnie te doświadczenia skłoniły mnie do pogłębiania wiedzy z zakresu trychologii i poznawania zależności między fryzjerstwem, dermatologią, dietetyką oraz zdrowiem człowieka.
W BRANDOS Hair staramy się patrzeć szerzej.
Zwracamy uwagę na sygnały, które mogą wskazywać, że sama zmiana kosmetyków nie wystarczy. Rozmawiamy z klientami o pielęgnacji, codziennych nawykach i możliwych czynnikach wpływających na włosy.
W uzasadnionych przypadkach zachęcamy do konsultacji lekarskiej i odpowiedniej diagnostyki.
Uważam, że bardzo ważna jest świadomość własnych kompetencji. Fryzjer nie zastępuje dermatologa, lekarza ani dietetyka. Może jednak pomóc klientowi zauważyć problem, właściwie zadbać o włosy i wskazać potrzebę konsultacji ze specjalistą.
Sam rozwijam wiedzę trychologiczną, ponieważ chcę coraz lepiej rozumieć problemy, z którymi przychodzą do nas klienci.
Dla mnie holistyczne fryzjerstwo nie jest modnym hasłem. To świadomość, że zanim zaczniemy poprawiać wygląd włosów, warto spróbować zrozumieć ich potrzeby.
Luksus nie zawsze oznacza przepych
Każdy z nas inaczej definiuje luksus.
Dla jednej osoby będzie nim egzotyczna podróż, dla innej kieliszek prosecco na pokładzie samolotu lecącego na Malediwy.
Dla kogoś innego największym luksusem może być godzina ciszy i spokojne czytanie książki.
Dla mnie luksus w salonie fryzjerskim ma przede wszystkim związek z czasem, spokojem i uwagą poświęcaną drugiemu człowiekowi.
Dlatego w BRANDOS Hair tak ważny jest model pracy 1:1.
Kiedy klientka siada w naszym fotelu, chcę, żeby miała poczucie, że ten czas jest naprawdę dla niej.
Bez pośpiechu, bez ciągłego przeskakiwania między kilkoma klientami, bez traktowania wizyty jak kolejnego zadania do odhaczenia.
To ma znaczenie nie tylko dla komfortu, ale również dla bezpieczeństwa i jakości wykonywanych usług, szczególnie podczas wymagających procesów chemicznych.
Równie ważna jest atmosfera.
Eleganckie, ale nieprzesadzone wnętrze. Roślinność, która wprowadza odrobinę domowego ciepła. Relaksująca muzyka. Swoboda, życzliwość i szacunek.
Nie chcę tworzyć miejsca, w którym klient czuje dystans tylko dlatego, że korzysta z usług salonu premium.
Chcę, żeby czuł się zaopiekowany.
Również po zakończeniu wizyty.
Dlatego tak dużą wagę przywiązujemy do indywidualnych zaleceń dotyczących pielęgnacji domowej i możliwości skontaktowania się z nami, kiedy pojawiają się pytania.
Moim zdaniem odpowiedzialność za jakość usługi nie kończy się w chwili, kiedy klient wychodzi z salonu.
Własna marka to także trudne lekcje
Prowadzenie salonu nauczyło mnie znacznie więcej, niż początkowo się spodziewałem.
Bycie jednocześnie fryzjerem, przedsiębiorcą i liderem zespołu nie jest łatwe.
Szczególnie wtedy, kiedy ma się wysokie oczekiwania wobec siebie, ambicję ciągłego rozwoju i kolejne pomysły na przyszłość.
Z perspektywy czasu wiem również, że jedną z moich największych słabości bywała zbyt duża łatwowierność wobec ludzi.
To doświadczenie nauczyło mnie, że zaufanie jest ogromną wartością, ale w prowadzeniu firmy musi iść w parze z odpowiedzialnością, konsekwencją i jasno określonymi zasadami.
Wciąż uczę się godzić różne role.
Chcę nadal rozwijać się jako fryzjer, ale jednocześnie budować organizację, która nie będzie opierała całego swojego funkcjonowania wyłącznie na mojej obecności.
Nie uważam, że osiągnąłem już wszystko.
Wręcz przeciwnie.
Im więcej poznaję, tym wyraźniej widzę, jak wiele jest jeszcze do nauczenia się.
Od ManufaQtury Fryzur do BRANDOS Hair & Beauty
Kiedy myślę o przyszłości, nie chcę ograniczać naszej marki wyłącznie do tradycyjnego fryzjerstwa.
Moim długofalowym marzeniem jest rozwój BRANDOS Hair & Beauty — marki, która w przyszłości mogłaby oferować kobietom kompleksową opiekę w jednym miejscu.
Wyobrażam sobie przestrzenie łączące profesjonalne fryzjerstwo, pielęgnację włosów i skóry głowy, trychologię, Head Spa, kosmetologię oraz strefę relaksu i SPA.
Chciałbym z czasem stworzyć niewielką sieć miejsc opartych na wspólnej filozofii, wysokich standardach i świadomym podejściu do beauty.
Wiem jednak, że takie plany wymagają czasu, odpowiednich ludzi, wiedzy, konsekwencji i solidnych fundamentów.
Nie interesuje mnie rozwój za wszelką cenę.
Chcę, żeby wraz z rozwojem marki nie zniknęło to, co było dla mnie ważne od samego początku — indywidualność, jakość i autentyczna troska o człowieka.
Bo nawet najpiękniejsze wnętrze i najbardziej rozbudowana oferta nie zastąpią poczucia, że ktoś naprawdę się nami zaopiekował.
Największym sukcesem nie zawsze jest fryzura
Jest jedno zdanie, które chciałbym, żeby każda klientka mogła powiedzieć sobie po opuszczeniu naszego salonu.
„Jak bardzo się zrelaksowałam. Tego mi właśnie było trzeba”.
Nie musi wypowiadać tych słów na głos.
Wystarczy mi świadomość, że oprócz pięknych włosów dostała coś jeszcze — chwilę spokoju, uwagę, poczucie bezpieczeństwa i czas tylko dla siebie.
Być może właśnie w tym miejscu historia zatacza koło.
Od nastoletniego chłopaka, który patrzył na swoją mamę i marzył, żeby kiedyś podarować jej odrobinę piękna i troski, do człowieka, który dzisiaj stara się tworzyć taką przestrzeń dla innych kobiet.
Bo BRANDOS Hair nigdy nie miało być tylko salonem fryzjerskim.
Miało być miejscem, w którym piękno zaczyna się od zrozumienia.
Piotr Brandos
Założyciel BRANDOS Hair